Do mieszkania
wkroczyło trzech uzbrojonych po zęby mafiosów. Miałam wrażenie, że serce mi
stoi, że przestało pompować krew do mózgu. Marcelina była cała blada. Po chwili
jeden z nich złapał Kennedy’iego za koszulkę i zaczął po angielsku pytać
,,Gdzie jest ten czwarty?!” Mówiąc to spoglądał na mnie i Marcelinę.
- I don’t know. –
Jęczał Kennedy. Mafioso złapał go za gardło.
- Well… - Zaczął i
cisnął Kennedy’m o podłogę. Chłopak krzyknął z bólu, a z ust Marceliny wyrwał
się stłumiony jęk. Jeden z mężczyzn podszedł do niej i złapał ją za włosy.
- Puszczaj! –
Piszczała.
Kompletnie mnie zamurowało. Nie wiedziałam co robić. Później
wszystko działo się tak szybko. Kennedy poderwał się z podłogi i ruszył w
stronę oprawcy Marceliny. Próbował ją uratować, zaczął szarpać mężczyznę.
Później ten trzeci, który do tej pory tylko stał wyciągnął pistolet, podszedł
do Kennedy’iego i strzelił mu w głowę.
****************
Marcelina wyła,
krzyczała i płakała patrząc na ciało przyjaciela, który właśnie tracił resztki
krwi. A ja tylko stałam. Stałam jak wryta i patrzyłam na wszystko jak na
niewiarygodny film. Na film, w którym jeden z głównych, najbardziej lubianych
bohaterów umiera. Ale w filmach jest inaczej. Mimo wszystko wiesz, że aktorowi
tak naprawdę nic nie jest, że krew była tylko farbą, że to wszystko dla uciechy
widzów. A wtedy? Wtedy patrzyłam jak ktoś tak miły, tak zabawny, ktoś kto tyle
dla nas zrobił wykrwawia się na podłodze. Jeden z mężczyzn zdawał się mówić- ,,Do
samochodu”. Ale nie byłam pewna. Dzwonienie w uszach tłumiło większość
dźwięków. Po chwili poczułam mocne szarpnięcie i uświadomiłam sobie, że wloką
nas klatką schodową na dół. I co zrobią? Zabiją nas? Pewnie tak. Nigdy nie
pomyślałabym, że żądza zemsty może być aż tak silna. Mimo wszystko nie
próbowałam się opierać. Wiedziałam, że to nic nie da. Za to Marcelina wpadła w
istny amok. Szarpała się, krzyczała, kopała. A ja nie miałam już siły. To
wszystko cholernie mnie przerosło. Ale nie próbowałam się uwolnić, uciec. Nie
robiłam nic gdy pakowali nas do samochodu, gdy wieźli niewiadomo gdzie.
Zastanawiałam się tylko czy Julian już wrócił. Czy zobaczył ciało Kennedy’iego,
czy domyślił się, co zaszło. Czy będzie próbował nas znaleźć. Wtedy mnie
olśniło. Oni właśnie po to nas porwali. Bo wiedzieli, że Julian będzie nas
szukał.
*******************
Zostałyśmy związane
i zakneblowane. Siedziałyśmy pod ścianą w jakiejś obskurnej piwnicy i przyglądałyśmy
się jak porywacze rozmawiają. Chyba o Julianie. Nie wiedziałam. Nie miałam
głowy do tłumaczenia tego na polski. A Marcelina płakała. Już od piętnastu
minut. Nie dziwiłam jej się. Dziwiłam się sobie, że ja jeszcze nie pękłam.
Najgorsza była wtedy świadomość, że to ja wpakowałam w to przyjaciółkę. Po
chwili do Marceliny podszedł jeden z nich.
- Shut up! –
Krzyknął i dał Marcelinie w twarz.
W tedy ta jeszcze bardziej zalała się łzami. Ten machnął
ręką i wrócił do kolegów. Postanowiłam dokładniej przysłuchać się ich rozmowie.
Z trudem tłumaczyłam ją na rodzimy język.
- Myślicie, że
przyjdzie?
- Na pewno. Zauważy
zniknięcie tych panienek i od razu ruszy ich śladem.
- Racja, ale może
nie powinniśmy zostawić ciała.
- Chciałeś nieść
trupa przez ulicę?!
- Zamknijcie się, bo
jeszcze te dwie czegoś się domyślą. Musimy czekać na królewicza i tyle.
- Ile mam tutaj
wytrzymać?
- Cierpliwość jest
cnotą, Max. – Dokończył jeden z nich i szturchnał ,,Maxa” w bok.
Z całej rozmowy nie
dowiedziałam się niczego czego wcześniej już bym nie wiedziała. Nie miałam pojęcia
czy wyjdziemy z tego cało, ale jedynym sposobem, żeby nie narażać Juliana była samodzielna
próba ucieczki. Wiedziałam tylko, że trzeba będzie poczekać aż zostawią nas same.
Zauważyłam naprzeciwko nas niewielkie okno, którym można byłoby się przedostać.
Ale przede mną, tak, przede mną, bo na Marcelinę nie mogłam wtedy liczyć, pozostał
jeszcze największy problem. Obie miałyśmy związane obie ręce i nogi.
***************************************
Rozdział niezbyt długi, ale wyprodukowałam się na całego, żeby
go napisać, więc mam nadzieję, że wam się podobał. :)
To ... no ... Ty .... Brak mi słów. Powiem tylko, że sama niespodziewana akcja. Jestem ciekawa czy Julian uratuję Marylę i Marcelinę. Pisz dalej (i to nie jest prośba). ~Alice
OdpowiedzUsuńTak myślałam, że to była wizyta tych z mafii, ale spodziewałam się, że raczej zabiją Marcelinę. Wiesz taki wstrząs dla Maryli. Śmierć przyjaciółki. Ale twój pomysł bardzo mi się podobał. Weny ~Viola
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział i genialny pomysł na ten rozdział. Życzę samych takich wspaniałych pomysłów :)
OdpowiedzUsuń