Stałam przed dużym lustrem w sypialni Anki. Na sobie miałam
przepiękną śnieżnobiałą suknię z koronkowymi elementami. Obróciłam się kilka
razy żeby ocenić efekt.
Wyglądałam idealnie.
- Gotowa? –
Usłyszałam głos przyjaciółki.
- Gotowa. –
Westchnęłam i przytuliłam ją.
- Gratuluję ci
kochana… - Łkała blondynka.
Ja również się rozkleiłam. W końcu nie codziennie wychodzi
się za mąż.
***************
Z zamkniętymi oczami
i bukietem róż, mocno zaciśniętym w dłoni sunęłam do przodu. Słyszałam tylko
stukot obcasów o posadzkę kościoła. Wujek trzymał mnie pod rękę i pomagał w
nieprzewróceniu się. Gdy uświadomiłam sobie, że stoimy gwałtownie otworzyłam
oczy. Zobaczyłam przed sobą twarz mojego narzeczonego. Był ubrany w przepiękny
czarny garnitur. Uśmiechnęłam się i wypuściłam wujka z kurczowego uścisku. Po
chwili wzięłam za rękę Juliana. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Cieszyłam się,
że ten dzień w końcu nastał, ale mimo to bałam się, że coś pójdzie nie tak.
Po chwili z transu
wyrwał mnie głos księdza. Uświadomiłam sobie, że tkwiłam w zadumie ponad pół
godziny i przyszedł czas na przysięgę.
- Czy ty…- Zająknął
się starszy ksiądz i poprawił okulary.
Zaśmiałam się w duchu. Wiedziałam, że miał problem z odczytaniem
nazwiska Juliana.
- Julianie Higgins,
(brzmiało to jakby powiedział Żulianie) bierzesz tę oto Marylę Kępińską za
żonę, ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską dopóki śmierć was
nie rozłączy?
- Biorę. –
Powiedział z uśmiechem Julian.
Wstrzymałam oddech. Zrobiło mi się gorąco.
- Czy ty Marylo
Kępińska bierzesz tego oto Juliana (Żuliana) Higginsa za męża, ślubujesz mu
miłość wierność i uczciwość małżeńską dopóki śmierć was nie rozłączy?
Ręce zaczęły
gwałtownie mi się pocić.
Ale byłam pewna.
- Tak.
****************************
Dwa lata później…
Trzymałam na ręce
maleńką, uśmiechniętą dziewczynkę. Była taka piękna, taka niewinna.
Jedynym problemem było to, że przypominała mi o nim. Tak,
nie była sama. Zaszłam w bliźniaczą ciążę, ale z powodu komplikacji chłopiec
nie przeżył. Ją ledwo udało się uratować. Nazwaliśmy ją Annabelle. Chłopiec
miał mieć polskie imię, ale niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem.
Ale damy sobie radę.
Ja dam.
Wychodziłam już z
gorszych opresji.
************************************
I oto epilog. Epilogi
z natury są krótkie, z resztą tak jak ten. Mi też trochę smutno, że to już
koniec, ale mówi się trudno. ;)