wtorek, 30 września 2014

Rozdział 4. Nowe życie

   Zaczęłam pakować wszystko do walizek. Byłam wkurzona i smutna zarazem. Anka źle przyjęła wiadomość o moim wyjeździe. Usłyszałam jej cichy szloch, a potem rozłączyła się. Nieważne. Musiałam być twarda. Koniec z dawną Marylą. Czas przyjąć nową taktykę. Dobra mina do złej gry.
   Wpisała w wyszukiwarkę oferty lotów do Londynu. Był jeden na jutro rano. Kupiłam bilet i wyłączyłam komputer. Ciekawe co mnie spotka na nowej drodze życia.
 
                                                                              **********
    
      Ciągnęłam za sobą walizki, a za mną truchtała ciocia. Ten bieg w szpilkach wyglądał przekomicznie.
     - Na pewno masz wszystko co trzeba? - Zapytała ciocia już chyba ósmy raz.
     - Na sto procent. - Odpowiedziałam.
Czekałyśmy na samolot około piętnastu minut, a gdy wreszcie się pojawił ciocia zalała się łzami. Nie spodziewałam się po niej czegoś takiego.
     - Uważaj na siebie. - Szlochała.
     - Będę. Obiecuję. - Odpowiedziałam i przytuliłam ją. Przez ostatnie dni stała mi się bliższa niż ktokolwiek inny.
Ruszyłam w stronę samolotu, podałam bilet ochroniarzowi i weszłam do samolotu. Był zatłoczony jak przystało na last minute. Dostrzegłam jedno wolne miejsce obok dziewczyny o czarnej burzy włosów. Słuchała muzyki przez duże, czerwone słuchawki. Dosiadłam się do niej.
   - Hej. - Zaczęłam
Nie usłyszała więc dotknęłam jej ramienia.
   - Co? Co jest? - Wzdrygnęła się.
   - Jestem Maryla. - Wyciągnęłam rękę.
Dziewczyna uśmiechnęła się i ujęła ją. Miała paznokcie pomalowanie czerwonym lakierem i przyklejone do nich drobne błyskotki.
   - Marcelina. - Powiedziała, wcześniej zsuwając słuchawki z uszu. - Ty do szkoły?
  - Tak. - Odpowiedziałam. - Do tej polskiej przy Lemon Street.
  - Naprawdę?! - Krzyknęła uradowana Marcelina, a kosmyk jej czarnych loków opadł jej na oczy. - Ja też!
  - Może do klasy trzeciej e?- Zapytałam.
  - Tak! Będziemy razem w klasie i szkole i w ogóle! - Zasapała się.
Mimo, że poznałam Marcelinę przed pięcioma minutami czułam, że zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami.
     Przez resztę lotu rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i robiłyśmy wspólne zdjęcia. Po kilki godzinach odezwał się głos pilota.
    - Zaraz odbędzie się lądowanie. Proszę zapiąć pasy i nie otwierać okien samolotu.
Złapałam Marcelinę za rękę. Zaraz rozpocznie się moje nowe życie.

                                                                        ************

    Nasze nowe życie nie rozpoczęło się zbyt zjawiskowo, ponieważ na początku uciekła nam taksówka, potem musiałyśmy czekać na następną przez godzinę. W międzyczasie zaczął padać deszcz, a parasolka Marceliny nie chciała się otworzyć. Później jakiś wariat drogowy ochlapał nas błotem. Gdy dojechałyśmy pod szkołę, żeby się zameldować okazało się, że dyrektorka poszła coś załatwić i musiałyśmy czekać na nią przez kolejną godzinę. Na sam koniec ci ,,znajomi" cioci Klary okazali się strasznymi cholerykami. Na początek nawrzeszczeli na mnie, za to, że się spóźniłam. Próbowałam im tłumaczyć, że to nie moja wina, ale oni nie słuchali. Wykopali mnie do pokoju i kazali nie wychodzić aż sobie wszystkiego nie przemyślę. I co ja niby miałam sobie przemyśleć? Że taksówka nam uciekła, a dyrektorka się spóźniła? Trzeba było zostać z ciocią i wujkiem. Ciekawe ile razy jeszcze pożałuję, że tak zadecydowałam?
     

czwartek, 25 września 2014

Rozdział 3. Decyzja

- Cześć Julek. Nie. Nie zgodziła się. - Przysłuchiwałam się rozmowie cioci i wujka. - Tak. Dzwonię tylko po to żeby ci o tym powiedzieć. No to cześć.
Rozłączyła się i schowała telefon do torebki.
- I? - Zapytałam
- Wyjedziesz do Londynu. Będziesz mieszkać u moich znajomych i chodzić do polskiej szkoły. - Powiedziała.
Londyn? Świetnie. Będę mogła wreszcie odciąć się od tego wszystkiego i zapomnieć o rodzicach.
- Co ty na to? - Zapytała ciocia i zaczęła poprawiać fryzurę.
Tak. To cała ona.
- Dzięki ciociu. Zgadzam się. - Odpowiedziałam całkiem szczerze.
- Ze spadku po rodzicach sfinansujemy twoją szkołę i zakwaterowanie. - Tłumaczyła.- Skoro i tak nam się nic z niego nie należy to chociaż tobie się przyda.
Zaśmiałam się w duchu.
- Dobrze. Kiedy mogę wyjechać? -Zapytałam.
- Muszę wstępnie skonsultować się z moimi znajomymi i  zadzwonić do szkoły.- Powiedziała.
- Dzięki ciociu, że to dla mnie robisz.- Powiedziałam. Może wcale aż tak bardzo nie jestem jej obojętna.
- Ja już muszę lecieć jeżeli chcemy szybko wszystko załatwić. - Powiedziała i wyszła z domu.
Uśmiechnęłam się. Londyn. Nowy karaj, nowi ludzie, nowe zasady. Ciekawe jak to wszystko się ułoży.

                                                             *************
      Zaraz po przebudzeniu ruszyłam do komputera i wpisałam w wyszukiwarkę coś o polskich szkołach w Anglii. Podobno jest tam tak jak tutaj w Polsce. Tylko podręczniki są trochę inne. Wszyscy pozytywnie o nich mówią. Świetnie. Jak na razie wszystko szło dobrze. Zostało jeszcze czekać na telefon od cioci. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki na śniadanie. Włączyłam telewizor i zaczęłam przysłuchiwać się jakiejś nudnej audycji. Po chwili usłyszałam dzwonek do telefonu. Na ekraniku widniał napis: Ciocia Klara. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przywitałam się.
- Wszystko załatwione Marylko. - Powiedziała z entuzjazmem ciocia. - Szkoła, dom.
- Super. Kiedy mogę jechać? - Zapytałam.
- Wyślę ci na maila adres szkoły i moich znajomych.- Powiedziała. -Potem sama wypłacisz pieniądze i poszukasz jakiegoś samolotu, dobrze?
- Dobrze. - Zgodziłam się i włożyłam do ust łyżkę płatków.
- Zdzwonimy się jeszcze. Pa. - Powiedziała ciocia, a ja bez pożegnania rozłączyłam się. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie pojadę nawet jutro i wreszcie odetnę się od tego koszmaru. Zacznę wszystko od nowa.
W ekspresowym tempie ubrałam się i spakowałam wszystkie swoje rzeczy. Po chwili zadzwoniła Anka.
- Cześć kochana. -Przywitała się.- Co z tobą? Tak nagle wybiegłaś z tej stypy, a potem nawet nie zadzwoniłaś.
- Przepraszam. Jakoś nie miałam głowy. - Tłumaczyłam. - I jest jeszcze jedna bardzo ważna rzec, o której muszę ci powiedzieć.
- No?
- Wyjeżdżam do Anglii. - Powiedziałam cicho.
- Co?! Na ile? - Zapytała.
- Być może na stałe.
Wtedy przyjaciółka cicho westchnęła i zapadła między nami niezręczna cisza.

środa, 24 września 2014

Rozdział 2. Pomysł



   Założyłam na siebie czarną sukienkę mamy, woalkę w tym samym kolorze oraz buty na obcasie. Nie chciałam tego. Nie chciałam uczestniczyć w pogrzebie własnych rodziców. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Czarny nigdy do mnie nie pasował. Spuściłam wzrok, a jedna kryształowa łza spłynęła po moim policzku. Co teraz zrobię? Nie chcę mieszkać u cioci i wujka. Są straszni i mnie nienawidzą. Po chwili usłyszałam klakson od samochodu. To pewnie Anka. Moja najlepsza przyjaciółka. Obiecała, że podwiezie mnie na pogrzeb. Wyszłam na dwór i zobaczyłam jej srebrnego chevroleta. Przyjaciółka otworzyła okno i przywołała mnie ruchem ręki. Podeszłam do auta i obdarzyłam Ankę bladym uśmiechem.
   - Wsiadaj kochana. – Powiedziała. – Nie martw się już. Wszystko będzie dobrze.
Wiedziałam, że ma dobre chęci, ale nie poprawiała mi wtedy nastroju.
   - Dzięki, że to dla mnie robisz. – Powiedziałam.
   - Przecież się przyjaźnimy. To mój obowiązek.
Anka odpaliła samochód i ruszyłyśmy w stronę kościoła. Tam wszyscy złożyli mi kondolencje, a potem odbyła się msza pogrzebowa. Dostrzegłam ciocię i wujka w ostatniej ławce. Starałam się unikać ich spojrzenia, a po mszy uciec prosto na cmentarz. Jednak ciocia zdążyła mnie złapać zanim jej umknęłam.
   - Nie przywitasz się z nami Marylko? –Nienawidziłam jak się tak do mnie zwracała.
   - Przepraszam. Nie zauważyłam was. – Skłamałam. Zmusiłam się również do pocałowania sztucznie nadmuchanych policzków cioci. Była maniaczką operacji plastycznych. Wydawała na to majątek. Nie mogłabym wymienić części ciała, której jeszcze nie przerobiła. Wujek za to był chudy, cichy i miał gdzieś wszystko i wszystkich.
      Pogrzeb odbył się szybko. Zakopali trumny z ciałami rodziców, ksiądz powiedział parę słów, a wszyscy inni udawali, że im przykro z powodu śmierci rodziców. Teraz tylko czyhają na spadek po nich. Tylko pieniądze były dla nich ważne. Po pogrzebie poszliśmy na nudną stypę gdzie każdy wygłaszał mętną przemowę. W końcu przyszedł czas na mnie.
    - Witam całą naszą rodzinę i przyjaciół. – Zaczęłam. – Chciałam tylko powiedzieć, że rodzice nie napisali testamentu, ale cały majątek przypada mnie. Jeżeli mieliście nadzieję, że coś z niego dostaniecie to myliliście się. Dziękuję za uwagę.
    Wszystkich zamurowało. A ja po prostu wyszłam i na piechotę ruszyłam do domu. Miałam gdzieś, że być może zrobiłam z siebie idiotkę i, że wszyscy sądzą, że jestem jakąś podłą materialistką. W głębi duszy byłam bardzo zadowolona, że zrobiłam ich na szaro. Po powrocie do domu zdjęłam z siebie to czarne paskudztwo i usiadłam na łóżku. Po chwili odezwał się dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam ukazała się przede mną moja ,,ukochana” ciocia.
     - Jak tyś się zachowała?! – Zapytała oburzona.
     - Powiedziałam prawdę. – Obdarzyłam ją szyderczym uśmiechem.
     - Nie sądziłam, że moja siostra miała aż tak niewychowaną córkę.
     - Jak widać miała. – Syknęłam i odwróciłam się na pięcie.
     - Nie zbywaj mnie Marylo. – Pogroziła mi palcem. – W końcu niedługo zaczniemy razem mieszkać.
Co? Nie. Nie zniosę z tą jędzą godziny, a co dopiero roku. Gdy tylko skończę osiemnaście lat wyjadę do innego miasta. Albo kraju. Wszystko jedno. Byle z dala od tej jędzy.
     - Co takiego? – Zapytałam.
Ciocia obracała w ręku starą, porcelanową popielniczkę, która stała na stole w naszym salonie. W końcu myśląc, że nic nie widzę upchnęła ją do kieszeni.
     - Nie jesteś pełnoletnia, a to my jesteśmy teraz twoimi prawnymi opiekunami. – Powiedziała.
     - Nie. – Zaczęłam. – Wszystko tylko nie to. Nie chcę z wami mieszkać i wiem, że wy również nie chcecie mieszkać ze mną.
        - Mam pewien pomysł. – Westchnęła i wyciągnęła z torebki telefon.

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 1. Wypadek



   Siadłam przy biurku czekając na telefon od komisarza. Miał mnie zawiadomić co z moimi rodzicami. Przed chwilą uczestniczyli w wypadku samochodowym. Czułam się strasznie czekając na ,,wyrok”. Po chwili odezwał się piosenka ,,Another brick in the wall” Floydów. Nerwowo wygrzebałam telefon z etui i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
    - Słucham? – Zapytałam siląc się na spokojny ton.
    - Pani Kępińska?- Zapytał komisarz,
    - Tak! – Wykrzyknęłam.
    - Chciałbym panią zawiadomić, że pani rodzice nie przeżyli wypadku. Pani mama zmarła w czasie dojazdu do szpitala, a ojciec na stole operacyjnym. – Powiedział policjant beznamiętnie.
     Upuściłam telefon na podłogę i rzuciłam się na łóżko. Płakałam całą noc. To niemożliwe. Nie mogli zginąć. Byli dla mnie całym światem.

                                                             **********
 Obudziło mnie słońce wdzierające się do pokoju przez okno. Zaraz mama zawoła mnie na śniadanie. Nie. Mama nie żyje. Postanowiłam, że nie będę płakać. Tak nie zwrócę rodzicom życia. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w czarne jeansy i koszulkę w tym samym kolorze. Zarzuciłam na ramię torebkę i wyszłam z domu. Musiałam skonsultować się z Policą i lekarzami. Gdy doszłam na komisariat wszyscy pracownicy grzecznie mnie spławili i kazali iść do szpitala. Tam lekarz prowadzący zagadnął mnie w sprawie śmierci rodziców.
     - Panno Kępińska…- Zaczął.
     - Wystarczy Marylo. – Zaproponowałam.
     - Chodzi o ciała pani rodziców. – Powiedział półgłosem.
Od razu mnie zemdliło. Chciał mi ich pokazać. Mimo wahań udałam się za nim do kostnicy. Tam na stole leżały ciała moich rodziców przykryte prostokątną płachtą. Wtedy przypomniałam sobie wszystkie chwile spędzone razem. Te dobre i te złe. Znów się rozpłakałam. W końcu nie byłam potworem bez serca. Nie mogłam już dłużej na to patrzeć i wybiegłam z kostnicy. Zadzwoniłam do zakładu pogrzebowego. Po kilku godzinach zabrali ciała. Niedługo miało spotkać mnie najokropniejsza rzecz na świecie. Pogrzeb własnych rodziców.
*****************************************************************
No i skończyłam pierwszego posta. Jeżeli przeczytaliście - skomentujcie. Bardzo mi na tym zależy :)

Post powitalny

Hej!
  Tutaj na blogu będę pisać wymyśloną przeze mnie historię dziewczyny, której rodzice giną w wypadku samochodowym. Zapraszam do czytania i komentowania.
                                                                                                               Róża Bloggerka