To sen. Tylko sen.
A raczej koszmar. Kolejny w tym miesiącu. Mam wrażenie jakby one coś oznaczały,
tylko nie wiem co. Ciekawe co mnie obudziło.
- Kochanie! – To
mama. – Miałam obudzić cię przed północą. Impreza u Carolyn!
Wzdycham ciężko. Mamo, po co? Nie mam najmniejszej ochoty
tam iść. Carolyn- ekscentryczna osóbka z temperamentem, moja najlepsza
przyjaciółka wymyśliła sobie, że urządzi imprezę z okazji nowego roku. Biletem
wstępu jest strój postaci z horroru. Myślałam, że ją uduszę gdy mi o tym powiedziała.
Nie wiem za kogo mam się przebrać. Nawet nie postarałam się, by coś
przygotować. Głupi pomysł. Ale obiecałam jej, że będę. Nie mogę jej zawieść.
Podnoszę się z
łóżka i spoglądam na zegarek. Siedem po dziesiątej. Mam jeszcze trochę czasu na
znalezienie czegoś w szafie. Podchodzę do niej i zaczynam przekopywać się przez
stertę ubrań, nagromadzonych w niej przez ostatnie sześć lat. Na widok swetra w
czerwono-zielone pasy uśmiecham się złowieszczo, a w mojej głowie rodzi się
plan. Ach, dzięki ci babciu za ten sweter.
Pospiesznie wyciągam
z kieszeni telefon i wybieram numer do Matta – kolegi z klasy.
-Halo?- Odbiera.
- Hej Matty. Masz
może jeszcze tę starą rękawicę? – Pytam. – Wiesz którą.
*
- Dzięki kochany. –
Mówię z uśmiechem i przytulam się do Matta. – Ratujesz mi życie.
- Możesz ją
zatrzymać. – Wzdycha. –Stara cały czas się spina, że trzymam coś takiego w
domu. Myśli, że dawno już się jej pozbyłem.
- Dzięki. To ja muszę
iść się ubierać. – Mówię. – Pa.
- Pa.
Wracam do środka i
naciągam starą rękawicę z blaszanym stelażem i aluminiowymi szponami, którą
Matt wykonał własnoręcznie w pierwszej klasie. Do tego sweterek i czarny
kapelusz taty z dużym rondem. Mój tata Anglik i tzwn. ,,Matka Polka”. Dobrali
się nie od parady. Są szaleni i zabiegani, ale mimo to bardzo ich kocham.
- Czyżby to sen? –
Słyszę za plecami mamę. – Nie przypominam sobie, bym spaliła cię w starej
kotłowni, panie Krueger.
Parskam śmiechem.
Ach ta mama.
- Od dzisiaj morduję
za niewinność. – Mówię z uśmiechem.
-Mój Boże,
Annabelle! – Piszczy. – Gdzie są twoje blizny?
Gwałtownie ciągnie mnie za rękę pod toaletkę i już po chwili
moja skóra wygląda na silnie poparzoną.
- Idź już Freddy. –
Mówi czule i całuje mnie w głowę. – Tata będzie pojutrze. Wracaj szybko to
pooglądamy razem ,,Ghost Rider”.
-Obiecuję. – Mówię i
zamykam za sobą drzwi.
*
Wchodzę do
mieszkania Carolyn, w którym panuje półmrok. Jedynym źródłem światła jest
mieniący się na kolorowo reflektor. W rytm niezidentyfikowanego gatunku muzyki
wirują i podrygują osoby takie jak np. Krwawa Mary. Kuba Rozpruwacz, czy Samara
Morgan. Rozglądam się w poszukiwaniu przyjaciółki. Jest. Stoi przy barku,
przebrana za Jasona Voorheesa. Hokejową maskę ma naciągniętą na głowę, w prawej
ręce trzyma plastikową maczetę, a w lewej kawałek ciasta. Gdy mnie zauważa
ożywia się.
- O, witam, witam. Oto
Freddy Krueger – mój najlepszy przyjaciel i partner w interesach. – Mówi
pogrubionym głosem i naciąga maskę na twarz.
- Freddy i Jason
teoretycznie byli wrogami. – Poprawiam ją, ale ona nie słucha i ciągnie mnie na
parkiet.
- Chodź, poszukamy
kogoś do tańca.
*
Przez chwilę tańczę z
Hannibalem Lesterem, ale szybko spławiam go i wracam do barku. Nigdy nie
lubiłam tańczyć.
- Co ty już? – Pyta
,,Jason” i nalewa colę do szklanki.
- Już.- Wzdycham.
- Mam pomysł!-
Piszczy i znów ciągnie mnie za ramię. Powoli drepczemy między tańczącymi w
stronę schodów na strych. Nie chcę sprzeciwiać się Carolyn. To w końcu tak
ważny dla niej dzień – pierwsza poważna impreza.. Po chwili przypominam sobie mój
sen o… śmierci.
- Śnią ci się czasem
koszmary? –Pytam niby od niechcenia.
- Tak, chyba tak, a
co? – Pyta i ze zdziwieniem stwierdza, że drzwi na strych są uchylone. – Co ci
się śniło?
- Kostucha?
Po chwili Carolyn otwiera drzwi, a naszym oczom ukazuje się
całująca się para. To chyba Krzyk i Kayako Saeki.
- Wynocha! – Krzyczy
,,Jason” – Impreza jest na dole!
Para zrywa się z podłogi i pędem zbiega na dół.
- Bezczelność. –
Mamrocze Carolyn. – Dobrze, że rodziców nie ma, bo…
- Po co właściwie tu
przyszłyśmy? – Pytam z niesmakiem.
- Po napoje. –
Oświadcza z uśmiechem. –A! I mam tu paczkę dla twojej mamy, o którą prosiła.
Podaje mi torbę, w
której znajduję kilka bestsellerów Kinga takich jak ,,Carrie”, czy
,,Stukostrachy”.
- Dzięki. –
Uśmiecham się i pomagam Carolyn znieść skrzynkę z napojami.
Wracamy na imprezę i
tańczymy jeszcze przez chwilę. Ona- z Nosferatu, ja –z Frankenstainem. Jest
świetnym tancerzem, a w dodatku bardzo przystojnym.
- Jestem Phil. –Mówi
nonszalancko.
- Annabelle. –
Przedstawiam się.
-Ślicznie ci w tym
stroju.
- Naprawdę? –
Mruczę.
Po chwili zaczynamy tańczyć przytuleni do siebie w rytm
wolnej piosenki.
-Oczywiście…
- Pomocy! Pomocy!
–Słyszę kobiecy krzyk i momentalnie odskakuję od Phila. Rozpoznaję ją. To
Kayako.
-On zniknął.
Zniknął. –Jęczy. – Miał strój Krzyka.
- Cholera. – Klnie
,,Jason”. – Poszukajmy go. Freddy!
Robię kwaśną minę i
przepraszająco patrzę na Phila. Niepewnie idę za Carolyn.
- Partner w
interesach, pamiętasz? –Pyta z naciskiem.
- Pamiętam.
Wchodzimy po schodach na piętro i rozdzielamy się. Ja
zaczynam penetrować sypialnię jej rodziców i łazienkę. Nigdzie nie ma nawet
śladu Krzyka. Może wyszedł? Po chwili gaśnie światło w całym domu. Pięknie!
Musiało jeszcze wywalić te cholerne korki.
- Carolyn! – Wołam
ją. – Idziemy! Nikogo nie ma!
- Aaaaa! – Słyszę
przeraźliwy krzyk przyjaciółki i momentalnie podrywam się z podłogi i niechcący zacinam się własnymi nożami.
- Sass… - Syczę i
zaciskam zęby.
Biegnę w stronę, z której dobiega wrzask.
Carolyn siedzi, a
raczej klęczy na podłodze. Zamieram w bezruchu. Klęczy nad ludzkimi zwłokami.
To on. Krzyk. Leży z głową w kałuży krwi, na puchowym, białym dywanie w pokoju
Carolyn. Ona płacze. Łka nad jego martwym ciałem. Nie znałyśmy go, ale on
został zamordowany w jej domu. Bezradnie wyciągam rękę tak jakbym mogła mu
jeszcze jakoś pomóc. Robi mi się słabo. ,,Krzyk” ma rozwaloną czaszkę i krwawi
obficie. Może jeszcze żyje? A może już nie. Jedno jest pewne. Nie ma szans.
- Carolyn, błagam
cię. Cokolwiek by się nie działo; nie dotykaj go.
*********************
Oto kolejny rozdział. Jest dość. długi, ale przykro mi.
Naszła mnie niepohamowana wena. Mam nadzieję, że się podobał. ;)
A o to sweter, który sama zaczęłam szyć. Niezły nie?