niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 1. Krwawy sylwester.



   To sen. Tylko sen. A raczej koszmar. Kolejny w tym miesiącu. Mam wrażenie jakby one coś oznaczały, tylko nie wiem co. Ciekawe co mnie obudziło.
  - Kochanie! – To mama. – Miałam obudzić cię przed północą. Impreza u Carolyn!
Wzdycham ciężko. Mamo, po co? Nie mam najmniejszej ochoty tam iść. Carolyn- ekscentryczna osóbka z temperamentem, moja najlepsza przyjaciółka wymyśliła sobie, że urządzi imprezę z okazji nowego roku. Biletem wstępu jest strój postaci z horroru. Myślałam, że ją uduszę gdy mi o tym powiedziała. Nie wiem za kogo mam się przebrać. Nawet nie postarałam się, by coś przygotować. Głupi pomysł. Ale obiecałam jej, że będę. Nie mogę jej zawieść.
   Podnoszę się z łóżka i spoglądam na zegarek. Siedem po dziesiątej. Mam jeszcze trochę czasu na znalezienie czegoś w szafie. Podchodzę do niej i zaczynam przekopywać się przez stertę ubrań, nagromadzonych w niej przez ostatnie sześć lat. Na widok swetra w czerwono-zielone pasy uśmiecham się złowieszczo, a w mojej głowie rodzi się plan. Ach, dzięki ci babciu za ten sweter.
  Pospiesznie wyciągam z kieszeni telefon i wybieram numer do Matta – kolegi z klasy.
   -Halo?- Odbiera.
   - Hej Matty. Masz może jeszcze tę starą rękawicę? – Pytam. – Wiesz którą.


                                                                                         *

 - Dzięki kochany. – Mówię z uśmiechem i przytulam się do Matta. – Ratujesz mi życie.
 - Możesz ją zatrzymać. – Wzdycha. –Stara cały czas się spina, że trzymam coś takiego w domu. Myśli, że dawno już się jej pozbyłem.
 - Dzięki. To ja muszę iść się ubierać. – Mówię. – Pa.
 - Pa.
    Wracam do środka i naciągam starą rękawicę z blaszanym stelażem i aluminiowymi szponami, którą Matt wykonał własnoręcznie w pierwszej klasie. Do tego sweterek i czarny kapelusz taty z dużym rondem. Mój tata Anglik i tzwn. ,,Matka Polka”. Dobrali się nie od parady. Są szaleni i zabiegani, ale mimo to bardzo ich kocham.
  - Czyżby to sen? – Słyszę za plecami mamę. – Nie przypominam sobie, bym spaliła cię w starej kotłowni, panie Krueger.
  Parskam śmiechem. Ach ta mama.
  - Od dzisiaj morduję za niewinność. – Mówię z uśmiechem.
  -Mój Boże, Annabelle! – Piszczy. – Gdzie są twoje blizny?
Gwałtownie ciągnie mnie za rękę pod toaletkę i już po chwili moja skóra wygląda na silnie poparzoną.
  - Idź już Freddy. – Mówi czule i całuje mnie w głowę. – Tata będzie pojutrze. Wracaj szybko to pooglądamy razem ,,Ghost Rider”.
  -Obiecuję. – Mówię i zamykam za sobą drzwi.

                                                                                      *

  Wchodzę do mieszkania Carolyn, w którym panuje półmrok. Jedynym źródłem światła jest mieniący się na kolorowo reflektor. W rytm niezidentyfikowanego gatunku muzyki wirują i podrygują osoby takie jak np. Krwawa Mary. Kuba Rozpruwacz, czy Samara Morgan. Rozglądam się w poszukiwaniu przyjaciółki. Jest. Stoi przy barku, przebrana za Jasona Voorheesa. Hokejową maskę ma naciągniętą na głowę, w prawej ręce trzyma plastikową maczetę, a w lewej kawałek ciasta. Gdy mnie zauważa ożywia się.
  - O, witam, witam. Oto Freddy Krueger – mój najlepszy przyjaciel i partner w interesach. – Mówi pogrubionym głosem i naciąga maskę na twarz.
  - Freddy i Jason teoretycznie byli wrogami. – Poprawiam ją, ale ona nie słucha i ciągnie mnie na parkiet.
  - Chodź, poszukamy kogoś do tańca.

                                                                      *

 Przez chwilę tańczę z Hannibalem Lesterem, ale szybko spławiam go i wracam do barku. Nigdy nie lubiłam tańczyć.
  - Co ty już? – Pyta ,,Jason” i nalewa colę do szklanki.
  - Już.- Wzdycham.
  - Mam pomysł!- Piszczy i znów ciągnie mnie za ramię. Powoli drepczemy między tańczącymi w stronę schodów na strych. Nie chcę sprzeciwiać się Carolyn. To w końcu tak ważny dla niej dzień – pierwsza poważna impreza.. Po chwili przypominam sobie mój sen o… śmierci.
  - Śnią ci się czasem koszmary? –Pytam niby od niechcenia.
 - Tak, chyba tak, a co? – Pyta i ze zdziwieniem stwierdza, że drzwi na strych są uchylone. – Co ci się śniło?
  - Kostucha?
Po chwili Carolyn otwiera drzwi, a naszym oczom ukazuje się całująca się para. To chyba Krzyk i Kayako Saeki.
 - Wynocha! – Krzyczy ,,Jason” – Impreza jest na dole!
Para zrywa się z podłogi i pędem zbiega na dół.
 - Bezczelność. – Mamrocze Carolyn. – Dobrze, że rodziców nie ma, bo…
  - Po co właściwie tu przyszłyśmy? – Pytam z niesmakiem.
  - Po napoje. – Oświadcza z uśmiechem. –A! I mam tu paczkę dla twojej mamy, o którą prosiła.
  Podaje mi torbę, w której znajduję kilka bestsellerów Kinga takich jak ,,Carrie”, czy ,,Stukostrachy”.
  - Dzięki. – Uśmiecham się i pomagam Carolyn znieść skrzynkę z napojami.
  Wracamy na imprezę i tańczymy jeszcze przez chwilę. Ona- z Nosferatu, ja –z Frankenstainem. Jest świetnym tancerzem, a w dodatku bardzo przystojnym.
 - Jestem Phil. –Mówi nonszalancko.
  - Annabelle. – Przedstawiam się.
  -Ślicznie ci w tym stroju.
  - Naprawdę? – Mruczę.
Po chwili zaczynamy tańczyć przytuleni do siebie w rytm wolnej piosenki.
  -Oczywiście…
  - Pomocy! Pomocy! –Słyszę kobiecy krzyk i momentalnie odskakuję od Phila. Rozpoznaję ją. To Kayako.
  -On zniknął. Zniknął. –Jęczy. – Miał strój Krzyka.
  - Cholera. – Klnie ,,Jason”. – Poszukajmy go. Freddy!
  Robię kwaśną minę i przepraszająco patrzę na Phila. Niepewnie idę za Carolyn.
   - Partner w interesach, pamiętasz? –Pyta z naciskiem.
  - Pamiętam.
Wchodzimy po schodach na piętro i rozdzielamy się. Ja zaczynam penetrować sypialnię jej rodziców i łazienkę. Nigdzie nie ma nawet śladu Krzyka. Może wyszedł? Po chwili gaśnie światło w całym domu. Pięknie! Musiało jeszcze wywalić te cholerne korki.
  - Carolyn! – Wołam ją. – Idziemy! Nikogo nie ma!
  - Aaaaa! – Słyszę przeraźliwy krzyk przyjaciółki i momentalnie podrywam się z podłogi  i niechcący zacinam się własnymi nożami.
 - Sass… - Syczę i zaciskam zęby.
Biegnę w stronę, z której dobiega wrzask.
  Carolyn siedzi, a raczej klęczy na podłodze. Zamieram w bezruchu. Klęczy nad ludzkimi zwłokami. To on. Krzyk. Leży z głową w kałuży krwi, na puchowym, białym dywanie w pokoju Carolyn. Ona płacze. Łka nad jego martwym ciałem. Nie znałyśmy go, ale on został zamordowany w jej domu. Bezradnie wyciągam rękę tak jakbym mogła mu jeszcze jakoś pomóc. Robi mi się słabo. ,,Krzyk” ma rozwaloną czaszkę i krwawi obficie. Może jeszcze żyje? A może już nie. Jedno jest pewne. Nie ma szans.
   - Carolyn, błagam cię. Cokolwiek by się nie działo; nie dotykaj go.

*********************
Oto kolejny rozdział. Jest dość. długi, ale przykro mi. Naszła mnie niepohamowana wena. Mam nadzieję, że się podobał. ;)
 A o to sweter, który sama zaczęłam szyć. Niezły nie?

Wyświetlanie 20150111_180949.jpgWyświetlanie 20150110_122907.jpg

3 komentarze:

  1. Nie widać obrazków. I tak szczerze to tamta część podobała mi się bardziej. Była trochę bardziej spokojna. No, ale ty znosisz romantyzmy u mnie ja zniosę horrory u ciebie. Pozdrawiam ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu....... Robi się ciekawie. Pierwszy rozdział i już morderstwo. Nie mogę się doczekać co dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam że nie skończysz z morderstwami haha :) Zapowiada się ciekawie :)
    Pozdrawiam Rose :)

    OdpowiedzUsuń