wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 12. Porwanie



   Do mieszkania wkroczyło trzech uzbrojonych po zęby mafiosów. Miałam wrażenie, że serce mi stoi, że przestało pompować krew do mózgu. Marcelina była cała blada. Po chwili jeden z nich złapał Kennedy’iego za koszulkę i zaczął po angielsku pytać ,,Gdzie jest ten czwarty?!” Mówiąc to spoglądał na mnie i Marcelinę.
   - I don’t know. – Jęczał Kennedy. Mafioso złapał go za gardło.
   - Well… - Zaczął i cisnął Kennedy’m o podłogę. Chłopak krzyknął z bólu, a z ust Marceliny wyrwał się stłumiony jęk. Jeden z mężczyzn podszedł do niej i złapał ją za włosy.
   - Puszczaj! – Piszczała.
Kompletnie mnie zamurowało. Nie wiedziałam co robić. Później wszystko działo się tak szybko. Kennedy poderwał się z podłogi i ruszył w stronę oprawcy Marceliny. Próbował ją uratować, zaczął szarpać mężczyznę. Później ten trzeci, który do tej pory tylko stał wyciągnął pistolet, podszedł do Kennedy’iego i strzelił mu w głowę.

                                          ****************

  Marcelina wyła, krzyczała i płakała patrząc na ciało przyjaciela, który właśnie tracił resztki krwi. A ja tylko stałam. Stałam jak wryta i patrzyłam na wszystko jak na niewiarygodny film. Na film, w którym jeden z głównych, najbardziej lubianych bohaterów umiera. Ale w filmach jest inaczej. Mimo wszystko wiesz, że aktorowi tak naprawdę nic nie jest, że krew była tylko farbą, że to wszystko dla uciechy widzów. A wtedy? Wtedy patrzyłam jak ktoś tak miły, tak zabawny, ktoś kto tyle dla nas zrobił wykrwawia się na podłodze. Jeden z mężczyzn zdawał się mówić- ,,Do samochodu”. Ale nie byłam pewna. Dzwonienie w uszach tłumiło większość dźwięków. Po chwili poczułam mocne szarpnięcie i uświadomiłam sobie, że wloką nas klatką schodową na dół. I co zrobią? Zabiją nas? Pewnie tak. Nigdy nie pomyślałabym, że żądza zemsty może być aż tak silna. Mimo wszystko nie próbowałam się opierać. Wiedziałam, że to nic nie da. Za to Marcelina wpadła w istny amok. Szarpała się, krzyczała, kopała. A ja nie miałam już siły. To wszystko cholernie mnie przerosło. Ale nie próbowałam się uwolnić, uciec. Nie robiłam nic gdy pakowali nas do samochodu, gdy wieźli niewiadomo gdzie. Zastanawiałam się tylko czy Julian już wrócił. Czy zobaczył ciało Kennedy’iego, czy domyślił się, co zaszło. Czy będzie próbował nas znaleźć. Wtedy mnie olśniło. Oni właśnie po to nas porwali. Bo wiedzieli, że Julian będzie nas szukał.

                    
                                          *******************


  Zostałyśmy związane i zakneblowane. Siedziałyśmy pod ścianą w jakiejś obskurnej piwnicy i przyglądałyśmy się jak porywacze rozmawiają. Chyba o Julianie. Nie wiedziałam. Nie miałam głowy do tłumaczenia tego na polski. A Marcelina płakała. Już od piętnastu minut. Nie dziwiłam jej się. Dziwiłam się sobie, że ja jeszcze nie pękłam. Najgorsza była wtedy świadomość, że to ja wpakowałam w to przyjaciółkę. Po chwili do Marceliny podszedł jeden z nich.
   - Shut up! – Krzyknął i dał Marcelinie w twarz.
W tedy ta jeszcze bardziej zalała się łzami. Ten machnął ręką i wrócił do kolegów. Postanowiłam dokładniej przysłuchać się ich rozmowie. Z trudem tłumaczyłam ją na rodzimy język.
   - Myślicie, że przyjdzie?
   - Na pewno. Zauważy zniknięcie tych panienek i od razu ruszy ich śladem.
   - Racja, ale może nie powinniśmy zostawić ciała.
   - Chciałeś nieść trupa przez ulicę?!
  - Zamknijcie się, bo jeszcze te dwie czegoś się domyślą. Musimy czekać na królewicza i tyle.
  - Ile mam tutaj wytrzymać?
  - Cierpliwość jest cnotą, Max. – Dokończył jeden z nich i szturchnał ,,Maxa” w bok.
   Z całej rozmowy nie dowiedziałam się niczego czego wcześniej już bym nie wiedziała. Nie miałam pojęcia czy wyjdziemy z tego cało, ale jedynym sposobem, żeby nie narażać Juliana była samodzielna próba ucieczki. Wiedziałam tylko, że trzeba będzie poczekać aż zostawią nas same. Zauważyłam naprzeciwko nas niewielkie okno, którym można byłoby się przedostać. Ale przede mną, tak, przede mną, bo na Marcelinę nie mogłam wtedy liczyć, pozostał jeszcze największy problem. Obie miałyśmy związane obie ręce i nogi.
***************************************
Rozdział niezbyt długi, ale wyprodukowałam się na całego, żeby go napisać, więc mam nadzieję, że wam się podobał. :)

3 komentarze:

  1. To ... no ... Ty .... Brak mi słów. Powiem tylko, że sama niespodziewana akcja. Jestem ciekawa czy Julian uratuję Marylę i Marcelinę. Pisz dalej (i to nie jest prośba). ~Alice

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak myślałam, że to była wizyta tych z mafii, ale spodziewałam się, że raczej zabiją Marcelinę. Wiesz taki wstrząs dla Maryli. Śmierć przyjaciółki. Ale twój pomysł bardzo mi się podobał. Weny ~Viola

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział i genialny pomysł na ten rozdział. Życzę samych takich wspaniałych pomysłów :)

    OdpowiedzUsuń