niedziela, 30 listopada 2014

Epilog



Stałam przed dużym lustrem w sypialni Anki. Na sobie miałam przepiękną śnieżnobiałą suknię z koronkowymi elementami. Obróciłam się kilka razy żeby ocenić efekt.
  Wyglądałam idealnie.
  - Gotowa? – Usłyszałam głos przyjaciółki.
  - Gotowa. – Westchnęłam i przytuliłam ją.
  - Gratuluję ci kochana… - Łkała blondynka.
Ja również się rozkleiłam. W końcu nie codziennie wychodzi się za mąż.

                                        ***************

  Z zamkniętymi oczami i bukietem róż, mocno zaciśniętym w dłoni sunęłam do przodu. Słyszałam tylko stukot obcasów o posadzkę kościoła. Wujek trzymał mnie pod rękę i pomagał w nieprzewróceniu się. Gdy uświadomiłam sobie, że stoimy gwałtownie otworzyłam oczy. Zobaczyłam przed sobą twarz mojego narzeczonego. Był ubrany w przepiękny czarny garnitur. Uśmiechnęłam się i wypuściłam wujka z kurczowego uścisku. Po chwili wzięłam za rękę Juliana. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Cieszyłam się, że ten dzień w końcu nastał, ale mimo to bałam się, że coś pójdzie nie tak.
 Po chwili z transu wyrwał mnie głos księdza. Uświadomiłam sobie, że tkwiłam w zadumie ponad pół godziny i przyszedł czas na przysięgę.
  - Czy ty…- Zająknął się starszy ksiądz i poprawił okulary.
Zaśmiałam się w duchu. Wiedziałam, że miał problem z odczytaniem nazwiska Juliana.
  - Julianie Higgins, (brzmiało to jakby powiedział Żulianie) bierzesz tę oto Marylę Kępińską za żonę, ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską dopóki śmierć was nie rozłączy?
  - Biorę. – Powiedział z uśmiechem Julian.
Wstrzymałam oddech. Zrobiło mi się gorąco.
  - Czy ty Marylo Kępińska bierzesz tego oto Juliana (Żuliana) Higginsa za męża, ślubujesz mu miłość wierność i uczciwość małżeńską dopóki śmierć was nie rozłączy?
 Ręce zaczęły gwałtownie mi się pocić.
Ale byłam pewna.
  - Tak.

                                     ****************************

Dwa lata później…

   Trzymałam na ręce maleńką, uśmiechniętą dziewczynkę. Była taka piękna, taka niewinna.
Jedynym problemem było to, że przypominała mi o nim. Tak, nie była sama. Zaszłam w bliźniaczą ciążę, ale z powodu komplikacji chłopiec nie przeżył. Ją ledwo udało się uratować. Nazwaliśmy ją Annabelle. Chłopiec miał mieć polskie imię, ale niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem.
 Ale damy sobie radę. Ja dam.
 Wychodziłam już z gorszych opresji.
************************************
 I oto epilog. Epilogi z natury są krótkie, z resztą tak jak ten. Mi też trochę smutno, że to już koniec, ale mówi się trudno. ;)

4 komentarze:

  1. Świetny i wzruszający epilog :) Tylko smutno mi że odchodzisz :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny, ale uważam, że schrzaniłaś ostatni moment tą śmiercią synka Maryli. Po za tym to fajny. Szkoda, że odchodzisz. ~Alice

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, ale szkoda że to koniec

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny. Ja i tak będę tu zaglądać w nadziei że wrócisz.

    OdpowiedzUsuń