czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 2. Dochodzenie



  - Jeszcze herbaty? – Pyta mnie jakaś kobieta z posterunku policji.
Przecząco kiwam głową i mocniej zaciskam w dłoni kubek, do połowy wypełniony zimnym już napojem. Wciąż nie zdjęłam rękawicy, więc szpony nieustannie ocierają się o porcelanowe naczynie, wydając nieprzyjemny dźwięk.
  Kayako siedzi obok mnie i płacze już od godziny. Biały makijaż zmazał jej się prawie do końca, a czarna peruka osunęła się na bok. Teraz ją poznaję. To Lynn z naszej szkoły. Razem z Billym, czyli Krzykiem chodzili do starszej klasy.
  Po mojej lewej, w skulonej, wręcz embrionalnej pozycji kiwa się Carolyn. Chyba tylko mnie udaje się zachować resztki zdrowego rozsądku.
  - Carolyn. – Mówię miękko. Muszę ją uspokoić. – To wcale nie znaczy, że w twoim domu był morderca. – Sama nie wierzę w to co mówię.- Może on… po prostu się upił, uderzył w głowę.
  - Przyznaj, że sama w to nie wierzysz. – Jąka się.
Czy ona naprawdę czyta mi w myślach?! Ma rację. Nie wierzę. Ktoś Billy’ego zamordował.
  - Dlaczego nie pozwoliłaś mi go dotknąć? Może jeszcze żył.
  - Nie żył. Dobrze o tym wiesz. – Mówię stanowczo. – A gdybyś go dotknęła, znaleźliby na nim TWOJE odciski palców i to TY byłabyś główną podejrzaną.
  - Jasne. – Sili się na blady uśmiech. – Dzięki Sherlocku Holmesie.
  - Nie ma za co.
  - Ann! – Słyszę rozpaczliwy krzyk mamy.
Podbiegam do niej i obejmuję ją.
  - Mamo… - Wzdycham.
  - Co się stało? – Pyta zdenerwowana i spazmatycznie zgarnia włosy z mojej twarzy. – Zadzwonili do mnie z policji. Bałam się, że coś się stało.
  - Mamo… W domu Carolyn został zamordowany chłopak.
  - Mój Boże… Kto to? – Pyta ze zgrozą.
  - Billy Serkiss. – Odpowiadam beznamiętnie. – To Carola go znalazła.
  - Wracajmy do domu. – Sugeruje mama, a ja odwracam się i zauważam, że właśnie przyszli rodzice Jasona.
  - Tak. Chodźmy.

                                                                ***********

  Siedzę na naszej puchowej kanapie i jem pieczonego kurczaka oglądając obiecanego ,,Ghost Ridera”. Właśnie dochodzi moment, w którym Johnny Blaze podpisuje cyrograf krwią.
  Po chwili mama siada obok mnie z podobną porcją kurczaka.
  - Znów dzwonili z polcji. Masz stawić się jutro o dziesiątej na posterunku, w celu złożenia zeznań. – Mówi.
  - Dobrze. – Wzdycham.
  Już chyba nigdy się od tego nie uwolnię.

************************
 I oto kolejny. ;) Komentujcie, to bardzo motywuje.

4 komentarze:

  1. Fajny, ale trochę krótki. Mam nadzieję, że do napisania kolejnego nie będę musiała zmuszać Cię siłą. Rozdział podobał mi się. Czekam na next. ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam że tak późno komentuje ale miałam ostatnio szlaban więc sama rozumiesz. Rozdział boski. Mam nadzieję że będzie więcej brutalności.

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę dramatyzmu ciąg dalszy. Zgadzam się z Dorcią że fajny ale krótki.
    Motywuje i czekam na dalsze.
    Pozdrawiam Rose :)

    OdpowiedzUsuń