czwartek, 16 października 2014

Rozdział 9. Ucieczka



    - Julian, nie! – Wrzasnęłam – Ja mam WSTRZĄS MÓZGU. – Dokończyłam akcentując ostatnie dwa wyrazy.
   - Tu chodzi o mafię. – Wyszeptał Julian. – Chodzi o twoje bezpieczeństwo
Wcale tego nie chciałam. Gdybym mogła przewidzieć, że tak to się skończy, nigdy nie angażowałabym się w znajomość z Julianem.
   - Gdzie niby mielibyśmy uciec i kiedy? – Zapytałam.
   - Nie mam pojęcia. Może do Liverpoolu, albo w ogóle jakiegoś innego kraju. Co do czasu… Może nawet dzisiaj. – Oświadczył.
   - Kiedy??? Czego nie zrozumiałeś w pojęciu ,,Wstrząs mózgu”? – Zapytałam oburzona.
Co on sobie myślał? Że pojadę z nim w nieznane, chociaż mam ciężki uraz, a w dodatku w ogóle go nie znam?
    - Posłuchaj Marylo…- Zaczął. – Musisz wypisać się na własne życzenie. Oni mogą już w tej chwili być na naszym tropie.
Przestraszyłam się nie na żarty. Gdyby ktoś jeszcze tydzień temu oświadczył mi, że będę uciekać przed mafią narkotykową, wyśmiałabym go.
   - Nie wiem. – Powiedziałam.
   - Zrób to. Inaczej możesz nas wplątać w ogromne tarapaty. – Powiedział i ruszył w stronę wyjścia. Minął się z lekarzem.
    - Dzień dobry pani… - Zaczął i spojrzał na kartkę w swoim notesie. - …Kępińska. Ja się pani czu…
    - Chcę się wypisać.- Oświadczyłam twardym tonem. – Na własne życzenie.


                                                ***************

   Spakowałam wszystkie rzeczy do torby i szybkim krokiem wyszłam ze szpitala. Czekał tam na mnie Julian. Skąd mógł wiedzieć, że to zrobię? Nieważne. Teraz, skoro już się wypisałam najważniejsze jest to, żeby jak najszybciej uciec.
   - Wiedziałem, że przyjdziesz. – Uśmiechnął się.
   - Jak przez ciebie trafię na OIOM to obiecuję, że wytoczę ci proces.  –Zagroziłam.
   - Nie martw się. Stoi przed tobą przyszły lekarz, który dobrze wie co robić.
Szturchnęła  go w ramie i zaczęłam iść przed siebie.
   - Wiesz w ogóle dokąd idziesz? – Zapytał
   - Nie.
    - Najpierw idź do domu i spakuj tylko najpotrzebniejsze rzeczy. I nikt ma cię nie widzieć. Przyjadę po ciebie o piątej. – Instruował.
    - Dobra. – Odparłam i zaczęłam truchtać w stronę domu. Ucieszyłam się, że domowników jeszcze nie ma i, że będę mogła załatwić wszystko szybko i sprawnie. Miałam mieszane uczucia co do tego wyjazdu, ale wiedziałam, że to zło konieczne. Zaczęłam pakować do jednej z moich najbardziej pojemnych torebek potrzebne przedmioty takie jak telefon, pieniądze, szczoteczka do zębów czy ubrania. Gdy byłam gotowa spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że do piątej zostało niecałe pół godziny. Szybko zadzwoniłam do Marceliny.
    - Co tam Mary? –Zapytała przyjaciółka.
    - Prosiłam cię, żebyś tak do mnie nie mówiła. – Zaczęłam. – I jeszcze jedno…
Zawahałam się. Czułam się jak wtedy, kiedy musiałam powiedzieć Ance o wyjeździe do Londynu. Postanowiłam powiedzieć Marcelinie całą prawdę.
     - Co takiego? – Zapytała.
      - Zadarliśmy z mafią i musimy uciekać. Ja i Julian. – Opowiedziałam w skrócie. Bałam się, że zareaguje podobnie jak Anka.
    - Wow. – Usłyszałam przyjaciółkę. – To zabieram się z wami.
    - Nie możesz. To zbyt niebezpieczne.- Zaprotestowałam
     - Niebezpieczne? Chyba dla ciebie. – Odrzekła ze stoickim spokojem Marcelina. Tak jakby ucieczka przed mafią była dla niej czymś naturalnym.
Chyba będę musiała się zgodzić. W końcu była moją najlepszą przyjaciółką. Z nią byłoby mi raźniej. Poza tym jeżeli wszystko pójdzie dobrze nic nam nie będzie.
    - Dobra. Pakuj się i pędem do mojego domu. – Rozkazałam, a Marcelina się rozłączyła. Wrzuciłam telefon do torebki i położyłam się na łóżku. Tak. Nigdy bym się tego nie spodziewała.


                                           *****************

   Julian przyjechał pod mój dom czarnym peugeotem. Zdziwił się na widok Marceliny stojącej obok mnie.
    - A ta pani co tu robi? –Zapytał
    - Ona jedzie z nami. – Oświadczyłam.
    - Nie ma takiej opcji. – Powiedział Julian i zaczął pakować moja torebkę na tylne siedzenie.
    - Posłuchaj blondasku, nie ma nawet takiej opcji żebym nie jechała. Maryla to moja najlepsza przyjaciółka i nie zabierze mi jej żaden napalony Anglik. – Oświadczyła cały czas pełna spokoju Marcelina i wsiadła do auta. Julian się zaśmiał.
   - Chyba polubię twoją koleżankę. – Powiedział.
Wtedy poczułam ukłucie zazdrości. Julian polubi Marcelinę. Co prawda nie był moim chłopkiem, ale czułam do niego coś więcej. Możliwość, że mógłby polubić jakąś inną dziewczynę wydawała mi się nie do pomyślenia. Ale w tedy nie było czasu na przemyślenia. Szybko usiadłam z tyłu obok przyjaciółki i przygotowałam na największą ,,przygodę” swojego całego życia.

******************************
Długo nie pisałam, ale oto i kolejny rozdział J Podziękujcie Tini. :D

4 komentarze:

  1. Nareszcie! Tak długo czekałam choć i tak nie do końca się wszystko wyjaśniło. Życzę weny ~Tini

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział super. Nie spodziewałam się że w tą strone pójdziesz.

    PS: Dzięki Tini za załatwienie kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że już wstawiłaś. Weny ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm.... Ciekawy ten wątek Marceliny. Nie spodziewałam się że z nimi pojedzie. Ciekawe co dalej. Weny ~Viola

    OdpowiedzUsuń