Z punktu widzenia Juliana
Przyszedłem
pod szkołę Maryli. Do końca ostatniej lekcji pozostało prawie dwadzieścia
minut. Gdy tylko przyjdzie zaproszę ją na zwiedzanie Londynu. Sam nie znam go
zbyt dobrze. W wieku siedmiu lat razem z rodzicami przeprowadziłem się do
Polski – ojczystego kraju mojej mamy. To tam się wychowywałem. Postanowiłem
wrócić do Londynu, w celu dokończenia liceum i rozpoczęcia studiów. Rodzice
zostali w Polsce, a mi pozwolili zająć nasze stare mieszkanie. Był to duży,
piętrowy dom z widokiem na London Eye.
Po chwili
pojawiła się Maryla od razu uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Intrygowała
mnie, mimo, że prawie nic o sobie nie mówiła. Była taka skryta, a to jeszcze
bardziej mnie pociągało.
- Cześć. –
Powiedziała. – Ile już tu stoisz?
- Parę minut. –
Odpowiedziałem. Chyba przeszkadzało jej, że tak się dla niej starałem. Wiedziałem,
że niektórzy woleli nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi i raczej…jakby to
ująć- ukrywać. Ona do takich należała.
- To odprowadzisz
mnie do domu, czy może… - Wahała się. Wiedziałem, że miała ochotę gdzieś ze mną
pójść, ale bała się poprosić.
- Mam już wszystko
zaplanowane. – Uspokoiłem ją.
- Hmmm…- Zaczęła.
Chyba chciała mnie jakoś zripostować.- Pan zorganizowany…
Podobała mi się ta
jej zaciętość i upartość. Mimo wszystko nietrudno było odgadnąć co ma na myśli.
A może było. Po prostu wszyscy uważali zawsze, że jestem bardzo przewidujący.
- No to… Gdzie
idziemy? – Zapytała.
- Niespodzianka. –
Powiedziałem. Chciałem ją trochę potrzymać w niepewności.
- Nienawidzę
niespodzianek. – Burknęła.
Parsknąłem śmiechem.
- Ta ci się
spodoba. – Zapewniłem.
Na chwilę przestała narzekać i szliśmy w ciszy w kierunku,
który wcześniej wskazałem.
- Daleko jeszcze? –
Zapytała, gdy znaleźliśmy się w centrum miasta. – Bolą mnie nogi.
- Skończ z tym
narzekaniem.
Zaśmiała się.
- Opowiedz mi coś o
sobie. Ty o mnie wiesz już prawie wszystko, a ja o tobie tyle co nic. –
Powiedziałem.
- Moja historia nie
jest zbyt intrygująca. – Powiedziała Maryla.
- Dobra, nie
naciskam. – Zadeklarowałem i uniosłem ręce w obronnym geście. Jak zechce to
sama mi wszystko powie.
Po chwili
dotarliśmy pod Big Ben.
- Naprawdę? –Zapytała.
– Romantyczna randka pod wielkim zegarem.
Po chwili ,,ugryzła się w język” i zamilkła, a jej twarz
zakwitła na czerwono. Nie chciała tego powiedzieć. Zdecydowanie nie.
Postanowiłem udawać, że nie dosłyszałem i jak gdyby nigdy nic ruszyłem w stronę
wejścia do wieży zegarowej.
- Idziesz? –
Zapytałem.
- Jasne. Przecież
nie będę tu stać. –Powiedziała.
Kupiłem bilety i weszliśmy, żeby pozwiedzać wnętrze. Po Big
Benie było krótkie przedstawienie w Globe Theatre, ale najlepsze zostawiłem na
sam koniec.
- Idziemy już? –
Zapytała w końcu.
- Jeszcze nie.
Doszliśmy pod ogromny ,,diabelski młyn”, który tak naprawdę
służył do oglądania widoków. Wsiedliśmy do jednej z kabin i zaczęła się
przejażdżka.
- O mój Boże jakie
to piękne! – Zachwycała się Maryla.
Wiedziałem, że jej się spodoba.
W drodze do domu
zaczęło zachodzić słońce. Gdy szliśmy po małym pagórku Maryla pociągnęła mnie
za rękę.
- Obejrzyjmy zachód.
– Poprosiła. Nie widziałem powodu żeby odmówić. Usiedliśmy na trawie i
patrzyliśmy na horyzont, za którym zaraz miało zniknąć słońce. Po chwili Maryla
położyła głowę na moim ramieniu. Chciałem objąć ją ręką, ale zbyt się
bałem, że wtedy odejdzie. Cieszyłem się chwilą. Nie sądziłem, że mogę czuć się
tak dobrze przy nowo poznanej dziewczynie.
Ale czy to
oznaczało, że się w niej zakochałem?
Widzę, że nie tylko mnie ostatnio wzięło na romantyzmy. Rozdział super. Podobał mi się punkt widzenia Juliana. Czekam na nową notkę. ~Tini
OdpowiedzUsuńSuper rozdział! Czekam na kolejny. ~Viola
OdpowiedzUsuńBędę z niecierpliwością czekać na kolejny :)
OdpowiedzUsuńPs: Masz świetne pomysły :)
Kiedy nowy rozdział?!
OdpowiedzUsuńPewnie jutro. :) Wezmę się za siebie i coś wstawię. Sorry że z tego konta ale coś mi sie pochrzaniło na telefonie. Pozdrawiam :D
Usuń