wtorek, 21 października 2014

Rozdział 10. Kennedy



    Jechaliśmy już około pięciu godzin. Nie miałam zielonego pojęcia dokąd. Marcelina zasnęła, a Julian w skupieniu prowadził samochód. Nie miałam śmiałości się do niego odezwać. Cała ta sytuacja mnie przytłaczała. Mimo to starałam się nie myśleć o cioci, która na pewno dowiedziała się już o mojej nieobecności. Starałam się ignorować częste wibracje telefonu i świadomość tego co robimy. Marcelina zdawała się na spokojnie przyjmować tę ucieczkę, mafię. Zachowywała się jakby to była niesamowita przygoda. Coś było nie tak.
    - Julian, dokąd jedziemy? – Zdobyłam się w końcu by zadać pytanie.
    - Do Liverpoolu. – Odpowiedział spokojnie. – To bardzo daleko, więc mam nadzieję, że nas nie znajdą.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Chłopak odwzajemnił gest i wrócił do kierowania.
   - A dokładniej?- Dopytywałam się.
    - Do mojego przyjaciela Kennedy’iego. Mieszka tam od czterech lat. – Sprecyzował.
Postanowiłam więcej się nie odzywać. Nie miałam siły ani ochoty. Czy ten cały Kennedy przyjmie nas mimo tego, że być może ściga nas mafia? Nie wiedziałam.

                                    ****************

    Kennedy okazał się zabawnym brunetem o ciemnych oczach, w wieku Juliana. Przywitał nas z otwartymi ramionami szczerze śmiejąc się z tego co nam się przytrafiło. Sami optymiści! Nie dość, ze Marcelina traktowała to jak błahostkę to teraz jeszcze on!
    - Hello, pritty women. – Zaczął brunet obejmując nas ramionami.
    - Kennedy, one są Polkami…- Oznajmił Julian i zaczął wyciągać nasze rzeczy z bagażnika.
     - Najmocniej przepraszam. – Powiedział Kennedy i uśmiechnął się. Był nawet przystojny, ale na mnie nie zrobił wrażenia. Za to Marcelina była wpatrzona w niego jak w obrazek.
     - Jestem Maryla, a to moja przyjaciółka Marcelina. – Przywitałam się i wyciągnęłam rękę. Ten jednak bez namysłu mnie uściskał. Moją przyjaciółkę również.
     - Jestem Kennedy i wiecie co?- Zadał pytanie retoryczne. – Nieźle sobie nagrabiliście. Mafia narkotykowa? Nigdy nie spodziewałbym się tego po tobie ,, książę”. – Dokończył zwracając się do Juliana.
     - Prosiłem cię tysiące razy żebyś się tak do mnie nie zwracał.- Warknął blondyn i wszedł do domu.
     - O co chodzi? – Zapytałam. Ciekawiło mnie dlaczego Julian miałby być ,,księciem”.
      - Bo pan idealny ma królewskie korzenie. – Powiedział chłopak i zaśmiał się.
      - Dziesiąta woda po kisielu! – Usłyszeliśmy krzyk Juliana.
Ja również wybuchłam śmiechem. Julian księciem. Nie spodziewałam się tego.
      - No to zapraszam panie na górę. – Powiedział Kennedy i wskazał długie, kręte schody prowadzące na górę. – Pierwsze drzwi na prawo.
Razem z Marceliną pokierowałyśmy się w tamtą stronę. Nasz pokój był duży i gustownie urządzony. Posiadał dwa dość duże łóżka, komodę, dwie szafy, stolik i  osobną łazienkę.
Ten cały Kennedy musiał być naprawdę bogaty. Zanim się obejrzałam Marcelina rzuciła się na łóżko z czerwoną pościelą.
     - Nie sądzisz, że on jest uroczy? – Zapytała przyjaciółka.
Wzruszyłam ramionami. Jedyną myślą, która mnie pocieszała było to, że Marcelina przynajmniej nie flirtuje z Julianem. Niech bierze sobie tego Kennedy’iego. On akurat mnie nie interesował.
    - No Mary…Przyznaj chociaż, że Julian ci się podoba. – Rozkazała przyjaciółka i zaczęła podrzucać poduszkę.
Zatkało mnie, a moja twarz automatycznie oblała się rumieńcem. Na swoje szczęście stałam do niej odwrócona.
    - Nie mów do mnie Mary.-Starałam się zmienić temat.
    - Nie odwracaj kota ogonem. – Prychnęła.
    - Przestań. – Warknęłam, a Marcelina rzuciła we mnie poduszką. Oddałam jej z całej siły. Ta udając, że umiera stoczyła się na podłogę. Parsknęłam śmiechem i stanęłam w drzwiach.
   - Przyjdź do nas jak wydoroślejesz. – Powiedziałam z uśmiechem i zeszłam na dół.
Julian i Kennedy siedzieli przy stole rozmawiając.
   - Cześć. – Przywitał się cicho Julian gdy mnie zobaczył.
   - He… - Urwałam, bo znów zaczął mówić.
   - Gdzie Marcelina?
No jasne. Marcelina i Marcelina. Skoro tak ją lubił czemu się z nią nie umówił?  Niech sam po nią idzie jak tak zależy mu na jej obecności.
   - Zamknij się. Nie widzisz, że rozmawiamy? – Powiedział Julian i szturchnął Kennedy’iego. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to on zapytał o moją przyjaciółkę. Naprawdę byłam przewrażliwiona. I chyba zazdrosna.
   - Ehm… - Odchrząknęłam. – Już idzie. Marcelina!
Po chwili obok nas zjawiła się czarnowłosa we własnej osobie.
   - Co robicie? – Zapytała i niby przez przypadek nachyliła się nad Kennedy’m.
   - Tak właściwie to nic, ale może… - Zaczął brunet i podrapał się w tył głowy. Tak. Był zakłopotany. Mężczyźni zawsze tak robią gdy chcą zaprosić dziewczynę na randkę.
   - Może poszlibyśmy…- Nie dokończył, bo Marcelina pisnęła jakieś krótkie ,,jasne” i wyciągnęła go z mieszkania.
   - Zazdrosna? – Zapytał po chwili Julian i uśmiechnął się szelmowsko.
Zakryłam twarz dłońmi żeby ukryć, że znów się rumienię. Skąd wiedział? Nikt nie jest aż tak przewidujący. Nie do tego stopnia.
   - Chciałbyś, co? – Zapytałam łamiącym głosem. No to po mnie.
Nagle Julian znalazł się tuż przy mnie. Odsunął moje ręce od twarzy. Był tak blisko, że niemal czułam bijące od niego ciepło.
****************************************
 Nie zabijajcie za końcówkę ;)


  

5 komentarzy:

  1. Właśnie że cię jutro zaatakuje za tą końcówkę! Poza tym super rozdział.
    Historia idzie w bardzo ciekawym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie licz na litość. Rozdział super. Wyjaśniła się sprawa co zrobią po wyjeździe z Londynu. Bardzo mi się podobało. Cieszę się, że Marcelinie też się ktoś spodobał. Życzę weny i uważaj jutro w szkole ~Tini

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny. Zakończenie tajemnicze, ale jakoś przeżyję. Weny ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny. Co wy wszystkie macie z tymi zakończeniami?! Oprócz twojego bloga czytam blog Tini i jeszcze jeden i na wszystkich ostatni pojawiają się takie zakończenia. Pozostaje mi tylko uzbroić się w cierpliwość. Jeszcze jedno. Czy Kennedy to nie jest przypadkiem kobiece imię. Weny ~Violetta

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten pomysł z imieniem był raczej spontaniczny. Z tych w stylu: ,,Pierwsze co ci przyjdzie do głowy" :) Z tego co wiem to w ogóle nie jest imię tylko nazwisko, ale jeżeli ktoś by się uparł mógłby tak nazwać dziecko. Tak jak niektórzy nazywają je np.Mackenzie czy coś w tym stylu.

    OdpowiedzUsuń