Śmierć otacza nas
zewsząd. Jest naszą towarzyszką od początku aż do końca. Śmieje się i płacze
razem z nami, cały czas czekając. Czekając na koniec. Nie jest natrętna, nie
popędza nas. Ona sama najlepiej wie ile czasu nam jeszcze zostało. Można
powiedzieć, że jest naszą najlepszą przyjaciółką.
**********
- Mówiłam już, że
nie mam pojęcia kto mógł to zrobić. – Powtarzam po raz setny, a komisarz
bacznie mi się przygląda. – To Carolyn go znalazła. Leżał tam już gdy
zaczęłyśmy go szukać.
- Jest pani tego absolutnie
pewna? – Robi podejrzliwą minę.
- Czy pan coś
sugeruje? – Wstaję z krzesła. – Może, że to ja albo Cara go zabiłyśmy? Tak?
- Panno Higgins,
proszę się uspokoić.
- Mam tego dość. –
Warczę, zabieram torebkę i idę w stronę wyjścia.
Przemierzam ulice,
nie mając świadomości dokąd tak właściwie idę. To wszystko nie ma sensu. To
morderstwo, cała ta sprawa. Sądziłam, że moje życie będzie normalne chociaż w
minimum, a tu co?
- Anna! – Słyszę za
plecami i odwracam się.
Na mojej twarzy natychmiast pojawia się uśmiech.
- Cześć Matty. –
Witam się z przyjacielem.
- Słyszałem o tej
masakrze w domu Cary. – Mówi niepewnie.- Podobno Billy nie żyje.
- Niestety to prawda.
– Wzdycham.
Pochwali Matt bez słowa bierze mnie pod rękę. On zawsze umie
mi poprawić humor.
- Zabieram cię… -
Zaczyna – …Do parku.
- Do parku? –
Prycham. Ale on ma głupie pomysły.
- Oczywiście mam na
myśli park linowy. – Uśmiecha się szyderczo.
Teraz po prostu nie wytrzymuję i wybucham śmiechem. Pod jego
wypowiedziami zawsze kryje się drugie dno.
- Jasne Matt. –
Uśmiecham się. – Przecież wiedziałam.
********
Pewnym krokiem
stąpam po ruchomych deskach, umocowanych jedynie na sznurach. Matt idzie tuż za
mną, wciąż powtarzając żebym się nie Zabiła.
- Mam uprząż. –
Zapewniam. – Nic mi nie będzie.
- Wiesz, co?
- Co?
- W ciągu roku
zdarzają się co najmniej cztery przypadki zerwania uprzęży. – Mówi.
- Matt… - Wzdycham. –
Jestem pewna, że absolutnie nic mi się nie stanie.
Te zdolności odziedziczyłam po mamie. W wieku osiemnastu lat
została miłośniczką parków linowych, jazdy na motorze, skoków spadochronowych i
tych na bungee (czyt. bandżi).
- Ja jednak bym
uważał na twoim miejscu. – Ostrzega. – Masz talent do przyciągania kłopotów.
- Ja ci dam… -
Zaczynam, ale w tym momencie dzieje się coś strasznego. Stopa ześlizguje mi się
z deski. Zamykam oczy i słyszę tylko dźwięk pękającej uprzęży. To koniec.
Spadnę i się zabiję.
- Ann, uważaj!-
Krzyczy Matt i w ostatniej chwili chwyta mnie za rękę.
Zaczynam ciężko
oddychać.
Wszystko wiruje mi przed oczami.
Mogłam zginąć.
- Człowieku! – Mat woła
mężczyznę stojącego za nim. – Wezwij pomoc!
Ostatkami sił udaje mi się nie puścić ręki Matta.
- Skup się Annabelle.
– Mówi ze stoickim spokojem. – Zaraz po prostu mnie puścisz.
O czym on mówi? Chce mnie zabić? Mocniej zaciskam powieki.
- Nie… - Jęczę.
- Anna, posłuchaj.
Puść mnie. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. – Mówi krzepiąco. – Nic ci się nie
stanie.
Mam ochotę mu zaufać, ale za bardzo się boję. Jesteśmy
jakieś dwadzieścia metrów nad ziemią i wolę się o nią nie roztrzaskać.
- Zaufaj mi i po
prostu się puść.
Głęboko wciągam powietrze. Otwieram oczy i spoglądam na
przerażoną twarz Matta, lecz zaraz znów je zamykam.
Puszczam się.
**********************
Oto kolejny rozdział. Trochę dramatyczny, ale mam nadzieję,
że się podobał. Wszystko wyjaśni się w kolejnym. ;*
Nie no na serio? Zakończyć w takim momencie? Szału można dostać. Ciekawa jestem co dalej. Szczególnie zastanawia mnie kto popełnił to morderstwo. W nocy wpadłam nawet na taki pomysł (najlepsze pomysły zawsze przychodzą nocą), że śmierć tego chłopaka to robota mafi. No wiesz. Taka zemsta ze aresztowanie ich znajomych przed laty. Chcą się zemścić na Maryli i Julianie mieszając w to Anabelle. Ale znając ciebie to to będzie coś nie przewidywalnego. Życzę weny i zapraszam do mnie na nn.
OdpowiedzUsuńBoski! Czekam tylko na więcej brutalności.
OdpowiedzUsuńCudowny tylko oczywiście musiałaś zakończyć w takim momencie ! Mimo wszystko czytam dalej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Rose :)