Założyłam na siebie
czarną sukienkę mamy, woalkę w tym samym kolorze oraz buty na obcasie. Nie
chciałam tego. Nie chciałam uczestniczyć w pogrzebie własnych rodziców.
Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Czarny nigdy do mnie nie pasował.
Spuściłam wzrok, a jedna kryształowa łza spłynęła po moim policzku. Co teraz
zrobię? Nie chcę mieszkać u cioci i wujka. Są straszni i mnie nienawidzą. Po
chwili usłyszałam klakson od samochodu. To pewnie Anka. Moja najlepsza
przyjaciółka. Obiecała, że podwiezie mnie na pogrzeb. Wyszłam na dwór i
zobaczyłam jej srebrnego chevroleta. Przyjaciółka otworzyła okno i przywołała
mnie ruchem ręki. Podeszłam do auta i obdarzyłam Ankę bladym uśmiechem.
- Wsiadaj kochana.
– Powiedziała. – Nie martw się już. Wszystko będzie dobrze.
Wiedziałam, że ma dobre chęci, ale nie poprawiała mi wtedy
nastroju.
- Dzięki, że to dla
mnie robisz. – Powiedziałam.
- Przecież się
przyjaźnimy. To mój obowiązek.
Anka odpaliła samochód i ruszyłyśmy w stronę kościoła. Tam
wszyscy złożyli mi kondolencje, a potem odbyła się msza pogrzebowa. Dostrzegłam
ciocię i wujka w ostatniej ławce. Starałam się unikać ich spojrzenia, a po mszy
uciec prosto na cmentarz. Jednak ciocia zdążyła mnie złapać zanim jej umknęłam.
- Nie przywitasz
się z nami Marylko? –Nienawidziłam jak się tak do mnie zwracała.
- Przepraszam. Nie
zauważyłam was. – Skłamałam. Zmusiłam się również do pocałowania sztucznie nadmuchanych
policzków cioci. Była maniaczką operacji plastycznych. Wydawała na to majątek.
Nie mogłabym wymienić części ciała, której jeszcze nie przerobiła. Wujek za to
był chudy, cichy i miał gdzieś wszystko i wszystkich.
Pogrzeb odbył
się szybko. Zakopali trumny z ciałami rodziców, ksiądz powiedział parę słów, a
wszyscy inni udawali, że im przykro z powodu śmierci rodziców. Teraz tylko
czyhają na spadek po nich. Tylko pieniądze były dla nich ważne. Po pogrzebie
poszliśmy na nudną stypę gdzie każdy wygłaszał mętną przemowę. W końcu
przyszedł czas na mnie.
- Witam całą naszą
rodzinę i przyjaciół. – Zaczęłam. – Chciałam tylko powiedzieć, że rodzice nie
napisali testamentu, ale cały majątek przypada mnie. Jeżeli mieliście nadzieję,
że coś z niego dostaniecie to myliliście się. Dziękuję za uwagę.
Wszystkich
zamurowało. A ja po prostu wyszłam i na piechotę ruszyłam do domu. Miałam
gdzieś, że być może zrobiłam z siebie idiotkę i, że wszyscy sądzą, że jestem
jakąś podłą materialistką. W głębi duszy byłam bardzo zadowolona, że zrobiłam
ich na szaro. Po powrocie do domu zdjęłam z siebie to czarne paskudztwo i
usiadłam na łóżku. Po chwili odezwał się dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam
ukazała się przede mną moja ,,ukochana” ciocia.
- Jak tyś się
zachowała?! – Zapytała oburzona.
- Powiedziałam
prawdę. – Obdarzyłam ją szyderczym uśmiechem.
- Nie sądziłam,
że moja siostra miała aż tak niewychowaną córkę.
- Jak widać
miała. – Syknęłam i odwróciłam się na pięcie.
- Nie zbywaj mnie
Marylo. – Pogroziła mi palcem. – W końcu niedługo zaczniemy razem mieszkać.
Co? Nie. Nie zniosę z tą jędzą godziny, a co dopiero roku.
Gdy tylko skończę osiemnaście lat wyjadę do innego miasta. Albo kraju. Wszystko
jedno. Byle z dala od tej jędzy.
- Co takiego? –
Zapytałam.
Ciocia obracała w ręku starą, porcelanową popielniczkę,
która stała na stole w naszym salonie. W końcu myśląc, że nic nie widzę
upchnęła ją do kieszeni.
- Nie jesteś
pełnoletnia, a to my jesteśmy teraz twoimi prawnymi opiekunami. – Powiedziała.
- Nie. –
Zaczęłam. – Wszystko tylko nie to. Nie chcę z wami mieszkać i wiem, że wy
również nie chcecie mieszkać ze mną.
- Mam pewien
pomysł. – Westchnęła i wyciągnęła z torebki telefon.
OOOO :D ciekawe
OdpowiedzUsuńNaprawdę fajny. Ciekawy, powoli rozwijający się. Mam nadzieję, że będziesz pisać dalej. Życzę dużo weny ~Tini
OdpowiedzUsuńSuperaśny :)
OdpowiedzUsuń