środa, 24 września 2014

Rozdział 2. Pomysł



   Założyłam na siebie czarną sukienkę mamy, woalkę w tym samym kolorze oraz buty na obcasie. Nie chciałam tego. Nie chciałam uczestniczyć w pogrzebie własnych rodziców. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Czarny nigdy do mnie nie pasował. Spuściłam wzrok, a jedna kryształowa łza spłynęła po moim policzku. Co teraz zrobię? Nie chcę mieszkać u cioci i wujka. Są straszni i mnie nienawidzą. Po chwili usłyszałam klakson od samochodu. To pewnie Anka. Moja najlepsza przyjaciółka. Obiecała, że podwiezie mnie na pogrzeb. Wyszłam na dwór i zobaczyłam jej srebrnego chevroleta. Przyjaciółka otworzyła okno i przywołała mnie ruchem ręki. Podeszłam do auta i obdarzyłam Ankę bladym uśmiechem.
   - Wsiadaj kochana. – Powiedziała. – Nie martw się już. Wszystko będzie dobrze.
Wiedziałam, że ma dobre chęci, ale nie poprawiała mi wtedy nastroju.
   - Dzięki, że to dla mnie robisz. – Powiedziałam.
   - Przecież się przyjaźnimy. To mój obowiązek.
Anka odpaliła samochód i ruszyłyśmy w stronę kościoła. Tam wszyscy złożyli mi kondolencje, a potem odbyła się msza pogrzebowa. Dostrzegłam ciocię i wujka w ostatniej ławce. Starałam się unikać ich spojrzenia, a po mszy uciec prosto na cmentarz. Jednak ciocia zdążyła mnie złapać zanim jej umknęłam.
   - Nie przywitasz się z nami Marylko? –Nienawidziłam jak się tak do mnie zwracała.
   - Przepraszam. Nie zauważyłam was. – Skłamałam. Zmusiłam się również do pocałowania sztucznie nadmuchanych policzków cioci. Była maniaczką operacji plastycznych. Wydawała na to majątek. Nie mogłabym wymienić części ciała, której jeszcze nie przerobiła. Wujek za to był chudy, cichy i miał gdzieś wszystko i wszystkich.
      Pogrzeb odbył się szybko. Zakopali trumny z ciałami rodziców, ksiądz powiedział parę słów, a wszyscy inni udawali, że im przykro z powodu śmierci rodziców. Teraz tylko czyhają na spadek po nich. Tylko pieniądze były dla nich ważne. Po pogrzebie poszliśmy na nudną stypę gdzie każdy wygłaszał mętną przemowę. W końcu przyszedł czas na mnie.
    - Witam całą naszą rodzinę i przyjaciół. – Zaczęłam. – Chciałam tylko powiedzieć, że rodzice nie napisali testamentu, ale cały majątek przypada mnie. Jeżeli mieliście nadzieję, że coś z niego dostaniecie to myliliście się. Dziękuję za uwagę.
    Wszystkich zamurowało. A ja po prostu wyszłam i na piechotę ruszyłam do domu. Miałam gdzieś, że być może zrobiłam z siebie idiotkę i, że wszyscy sądzą, że jestem jakąś podłą materialistką. W głębi duszy byłam bardzo zadowolona, że zrobiłam ich na szaro. Po powrocie do domu zdjęłam z siebie to czarne paskudztwo i usiadłam na łóżku. Po chwili odezwał się dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam ukazała się przede mną moja ,,ukochana” ciocia.
     - Jak tyś się zachowała?! – Zapytała oburzona.
     - Powiedziałam prawdę. – Obdarzyłam ją szyderczym uśmiechem.
     - Nie sądziłam, że moja siostra miała aż tak niewychowaną córkę.
     - Jak widać miała. – Syknęłam i odwróciłam się na pięcie.
     - Nie zbywaj mnie Marylo. – Pogroziła mi palcem. – W końcu niedługo zaczniemy razem mieszkać.
Co? Nie. Nie zniosę z tą jędzą godziny, a co dopiero roku. Gdy tylko skończę osiemnaście lat wyjadę do innego miasta. Albo kraju. Wszystko jedno. Byle z dala od tej jędzy.
     - Co takiego? – Zapytałam.
Ciocia obracała w ręku starą, porcelanową popielniczkę, która stała na stole w naszym salonie. W końcu myśląc, że nic nie widzę upchnęła ją do kieszeni.
     - Nie jesteś pełnoletnia, a to my jesteśmy teraz twoimi prawnymi opiekunami. – Powiedziała.
     - Nie. – Zaczęłam. – Wszystko tylko nie to. Nie chcę z wami mieszkać i wiem, że wy również nie chcecie mieszkać ze mną.
        - Mam pewien pomysł. – Westchnęła i wyciągnęła z torebki telefon.

3 komentarze: