wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział specjalny z okazji Bożego Narodzenia ;*



  Annabelle rozejrzała się wokoło. Wszędzie krzątali się ludzie, robili świąteczne zakupy, śmiali się. Dzieci lepiły bałwany, rzucały się śnieżkami. Ale młoda panna Higgins nienawidziła świąt, a przynajmniej nie rozumiała. Nie pojmowała po co obchodzić je tak hucznie, z takim rozgłosem. Jej zdaniem takie wydarzenia powinny być kameralne. Na dodatek ta chora tradycja jej rodziców. Jedne święta w Anglii, następne w Polsce. To samo z wakacjami. Przez te wszystkie ekscesy nigdzie nie mogła się zadomowić, ani przyzwyczaić do żadnego miejsca. Ciągłe zmiany i zmiany. Te święta mieli spędzić w ojczyźnie jej matki, z czego ta nie była zbyt zadowolona. W sumie, gdyby miały miejsce w Anglii również nie byłaby skowronkach. Skłoniło to ją do rozważnej decyzji jaką była ucieczka z domu na czas wigilii. Rodzice i tak jej nie potrzebowali. Wiedziała, że świetnie dadzą radę sami. Później przyjadą goście i nawet nie zauważą jej nieobecności.
  Ogólnie Annabelle nie przepadała, tak naprawdę za niczym. Wszystkie ,,durnoty” jakie wyprawiali inni ludzie śmieszyły ją lub były jej obojętne. Jedyną rzeczą, która jeszcze nigdy jej nie zawiodła była fizyka, wspomagana matematyką. No bo fizyka była wszędzie, we wszystkim i wszystkich do okoła. Anna (jak nazywali ją polscy znajomi) była umysłem ścisłym, mózgiem. Było to zupełne przeciwieństwo jej matki. Szalonej, nieobliczalnej, ale często zamkniętej w sobie kobiety uwielbiającej jazdę motocyklem. Szesnastolatka nigdy nie rozumiała swoich rodziców. Często wspominali coś o jakiejś tragedii, która przytrafiła się kilkanaście lat temu, ale nie chcieli o niczym wspominać córce.
  Anna nie zastanawiając się dłużej wpadła do kolorowej kawiarenki, bo poczuła, że twarz zaczyna jej odmarzać. Poczuła słodki zapach kawy cynamonowej i natychmiast zamówiła sobie taką.  Postanowiła usiąść przy stoliku blisko okna. Zauważyła, że rozpadało się na dobre. Wściekła się na samą myśl, że będzie musiała wracać do domu autobusem. Gdy ogrzała się i wypiła jedną trzecią kubka uświadomiła sobie, że ktoś jej się przygląda. Był to chłopak w jej wieku. Bezczelnie dosiadł się do jej stolika i jeszcze śmiał na nią patrzeć.
,, Trzeba mieć tupet…! „ Pomyślała i postanowiła go ignorować.
  - Co robisz sama w wigilię? – Zapytał po chwili.
  - Niech cię to nie interesuje. – Warknęła. Już całkiem przeszła jej ochota na kawę.
  - A jeśli jednak interesuje? – Dopytywał się.
  - Korzystam z tego, że ta kawiarnia jest jeszcze otwarta. – Powiedziała opryskliwie i odwróciła wzrok. Miała już serdecznie dość tego natręta.
  - Skoro nic nie robisz to może wpadniesz do mnie? – Zapytał.
O nie! Tego było już za wiele!
  - Jeśli myślisz, że… - Już miała powiedzieć coś obraźliwego, gdy uświadomiła sobie, że ten chłopak chciał być po prostu miły.
  - Nie chcesz to nie. – Zaczął i już miał wstawać kiedy Anna momentalnie zmieniła zdanie.
  - Dobrze, pójdę z tobą. – Zgodziła się i również wstała.

                                                                                        ************

   Szli obok siebie nie odzywając się. Anna czuła śnieg skrzypiący pod butami oraz rosnące napięcie. Po jakie licho zgadzała się iść gdzieś z jakimś obcym facetem?!
  - To jak…? Uciekłaś z domu? – Zapytał w końcu chłopak, jakby czytał w jej myślach. Ta jednak postanowiła dać za wygraną i w końcu komuś się wyżalić.
  - No bo to wszystko przez nich… - Jęknęła.
  - Przez kogo?
  - Przez rodziców. Cały czas są tacy zabiegani, w ogóle się mną nie interesują, cały czas mi czegoś zabraniają i  jeszcze te święta! Co roku gdzie indziej! Przez to czuję się jakbym w ogóle nie miała domu! – Powiedziała jednym tchem i poczuła jak łzy zbierają jej się w kącikach oczu.
  - Tak naprawdę to wcale nie masz problemu. To nic w porównaniu z tym, z czym muszą zmagać się inni ludzie. Ty tylko narzekasz, bo jesteś rozpieszczona. Masz wprost idealne życie, a wciąż narzekasz. Nie doceniasz świąt i ich piękna. Nie doceniasz rodziców, którzy kochają cię najbardziej na świecie. No bo święta nie są po to żeby siedzieć przy stole i ubierać choinkę. Są po to, żeby być z bliskimi, nie ważne gdzie i  nie ważne jak. Teraz pewnie twoi rodzice się martwią, zastanawiają czy jeszcze wrócisz. Postąpiłaś źle. Bardzo źle.
Anna myślała, że zaraz wybuchnie. Nie dość, że uczepił się jej jak rzep psiego ogona to jeszcze miał czelność jej ubliżać. Ale w głębi duszy wiedziała, że ma rację. Wiedziała, że źle zrobiła i że będzie musiała wrócić i przeprosić rodziców.
  Westchnęła i cicho i zebrała się w sobie.
  - Ja już dalej z tobą nie pójdę. –Oznajmiła.
  - Czemuż to?- Zapytał z lekkim uśmiechem, jakby wiedział co chciała powiedzieć.
  - Wracam do domu. – Oświadczyła z dumą.
  - Na to właśnie czekałem. – Powiedział. – A więc żegnaj panno Annabelle.
Ta pomachała mu na pożegnanie i z radością pognała w stronę domu. Dopiero pod drzwiami uświadomiła sobie coś dziwnego. On znał jej imię, chociaż się nie przedstawiła.
  Później wiele razy próbowała go odszukać, ale nigdy jej się to nie udało.


 A oto mój rysunek Przedstawiający AnnabelleWyświetlanie 20141209_151452.jpg

4 komentarze:

  1. Rozdział cudowny, ale czegoś nie rozumiem.Czy to oznacza, że do nas wracasz? Mam nadzieję, że tak. Kochana błagam wróć. Życzę ci weny i czekam na NOWĄ NOTKĘ!!!! ~Alice

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział! ale czy to znaczy że powracasz do nas?Musisz! Czekam na więcej !

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział był cudowny, a ty róża wracaj do nas!

    OdpowiedzUsuń